bez pośpiechu, otwarte okno wpuszcza powietrze z słońcem.
siedzisz.
muzyka.
taka codzienność obijającego się studencika. piękna. łatwo popaść w marazm łatwego życia. na szczęście są weekendy i końce studiów, które wybijają z rytmu. i tak jak tydzień pracy dodają urody weekendowi, tak mi pracowite weekendy umilają tydzień odpoczynku.
leniwie, wygodnie. wolę to od wakacji. wakacje są zbyt męczące. planowanie, załatwianie, rozpakowywanie, pakowanie, odpoczywanie.
a tak po prostu jesteś, a inni pracują. śpisz, a inni wstają. śmiejesz się, a inni się krzywią. piszesz, a inni zazdroszczą.
ważne tylko, aby zachować dyscyplinę obijania się i nie tracić czasu na jakieś bezsensowne pierdoły, jak zamartwianie się o przyszłość czy poszukiwanie pracy. tak łatwo się zapomnieć i wejść na stronę z ogłoszeniami. na szczęście zawsze można w ostateczności złamać sobie nogę czy dwie, i być niezdolnym do rozmów kwalifikacyjnych przez kilka tygodni. O- ja bym sobie na przykład rękę mogła wyprostować..
miłego dnia!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
wszechopinie