Dostałam dziś telefon wieczorową porą, że mam ruszyć dupę, bo fajny koncert i jest dla mnie wejściówka. To ruszyłam i poszłam, planów innych i tak nie było.
I tym sposobem znalazłam się na koncercie jazzu, którego nie lubię.
Mogę tutaj jedynie zacytować Harrego Hallera z
Wilka Stepowego (1925) " po prostu nie rozumiem nowoczesnej muzyki".
Na dodatek wszyscy wkoło egzaltowani, pachnący, jazz lubiący. I wyjść głupio.
Znalazłam na szczęście urozmaicenie. Takie, że do każdej piosenki wymyślałam słowa i w głowie sobie śpiewałam (o radujcie się inni uczestnicy koncerty, że tylko w głowie).
Była to- jak to w przypadku jazzu- improwizacja nie do powtórzenia.
Aczkolwiek, aby dać wam obraz, było to coś mniej więcej w ten deseń:
Ty chuju, ty chuju
myślisz, że powiesz przepraszam
i już
Ty chuju, ty chuju
w dupie mam twoje przepraszam
Ty chuju, ty chuju
ale oczywiście, ze ci wybaczam
gnoju Ty, chujuuuuu
oczywiście, że wybaczę,
ty chuju,
żebyś znowu miał za co przepraszać
ty chuju, chuju
prawa autorskie: a.