poniedziałek, 1 października 2012

"good morning freedom, good night lullabies"

są takie dni w życiu, że przychodzi przemożna chęć rzucenia wszystkiego w cholerę, spakowania kilku manatów i uskutecznienia wędrówki przed siebie.
nieważne gdzie, nieważne jak.
zamknąć drzwi, wyrzucić telefon, który i tak uparcie się gubi, klucze do domu, który i tak nie jest Twój, nie wrócić do pracy, która i tak Cię nie cieszy, chociaż usilnie to sobie wmawiasz.
po prostu zniknąć czasami trzeba. przezroczystym się stać i odpocząć.
e.


piątek, 28 września 2012

kasztanek

szukam kasztanów od kilku dni i nic. pochowały się czy co. i nie ma.
siedzę w pracy i myślę, że chociaż jednego kasztanka znaleźć byłoby fajnie.
i nic.
przychodzi Magda, co czasami gadamy sobie o wszechświecie i mówi "masz".
patrzę. kasztanek.
nie taki sobie byle jaki kasztanek.
to taki co ma oczki i się do mnie śmieje.
i psychodelia przypadkowa, czy fatum kasztanowe? czy co?
e.

czwartek, 27 września 2012

secret heart

Podobno wszyscy to odczuwają, ale..

jak JA się boję...

Jak małe dziecko siedzące w jaskini brudnej i mokrej, ale znanej i od lat ukochanej. Ktoś woła mnie do światła, ktoś wyciąga rękę. Boję się. Oczy mam nieprzyzwyczajone. A może to wróg, ręka potwora?
Wygląda na ludzką, ale to jeszcze nic nie znaczy.

Po chwili opuszcza mnie kontrola. Tracę zmysły i przemawia przeze mnie dziwnie karcący głos surowego rodzica- odejdź, daj mi spokój dziecko. Nie chcę twojej radości, poczuj się źle i odejdź. To nie ja mówię, ale ktoś przez moje usta. Broni mnie. I ręka znika, postać odchodzi. Jak odeszły inne przed nią. A ja siedzę nadal w tym samym ciemnym miejscu.

Teraz patrzę z boku na te postaci, obie chcą dobrze. Są związane ze sobą, choć nie chcą tego widzieć. Może czas się pogodzić. Czas, żeby wyszły na słońce...

Spójrz z boku na swój strach, jak bardzo go czujesz- zachwyć się sobą w tym uczuciu. Jest piękne, głębokie, szczere, twoje.
a.


poniedziałek, 24 września 2012

przesunęli wszechświat

no i wnikam w pojmowanie siebie i wszechświata i uczę się, wchłaniam, wcielam w życie to, co pozwala mi poczuć spokój i wolność.

że leżysz sobie w śpiworku na sali gimnastycznej, gdzie w ciemności wokół zapalonych świec dzieją się dźwięki gongów i mis śpiewających. i płyną one przez Ciebie i poruszają struny emocji, co wzrusza Cię intensywnie i zadziwia jednocześnie, że ta nieziemska muzyka działać tak może.

i leżę i słucham i obok Marika, co ze mną na sufit patrzy. a na suficie kosmos cały z wyświetlacza. i gapimy się w latające gwiazdki, co płyną przez przestrzeń. czasami się zderzają i mijają jakby miały focha. i człowiek kotwiczy się w tych przeżyciach, że niby stabilne wszystko, przewidywalne.

ktoś przestawił wyświetlacz i nagle wszechświat na suficie się poruszył. w prawo, w lewo i nic już nie było takie samo. i łudzić się nie ma co.wszechświat ciągle się zmienia, a my jak sfiksowany Kubuś Puchatek nie jesteśmy w stanie nawet tego ogarnąć. ale możemy wybrać drogę, którą pójdziemy, żeby odnaleźć swoje miejsce w uniwersum. żeby odnaleźć siebie. więc idę.
e.

niedziela, 23 września 2012

rutynofobia

Rany, rzeczywiście istnieje rutyna. Ale po kolei.
Z okazji, że pracowałam wyjątkowo całe trzy dni pod rząd w tym tygodniu, miałam też okazję pojeździć tramwajami. Do pracy wsiadam w jeden, bezpośredni.
Pierwszego dnia weszłam do ostatniego wagonu, stanęłam przy barierce. Jadę jakieś 20 minut, więc chcąc nie chcąc zdążyłam spojrzeć na każdego raz lub dziesięć. Blondynka siedząca przy oknie przez całą drogę miała smutną minę. Dziewczyna przy drzwiach w koku i za dużej kurtce podrygiwała w rytm muzyki w słuchawkach. Mężczyzna wyglądający na bezdomnego, trzymał w rękach słoik i chleb, oglądał je i przekładał, jakby czekając by tylko dojechać, wyleźć i zjeść. W wolno posuwającym się po wybojach pojeździe, obserwowałam znudzona kto gdzie stoi, siedzi, gdzie kto wysiada. 
Drugiego dnia nawet nie zauważyłam, że znowu wsiadłam do ostatniej części. Musiałam stanąć mniej więcej w tym samym miejscu, bo rozglądając się zauważyłam, że widok mam dokładnie taki sam jak dzień wcześniej. Zabawne, bo zdawało mi się, że wsiadam obojętnie gdzie, przypadkowo. 
O, blondynka ma inny żakiet. Nie do twarzy jej w wiśniowym. A dziewczyna ze słuchawkami ma dziś jakby ciemniejsze włosy- może przyciemniła? Ale jeśli tak, to pewnie szampon koloryzujący a nie farba. Fajnie wygląda w tym odcieniu. Bezdomny bez słoika, ale po co znów jedzie tym samym tramwajem? Czy się przesiada? Czy skądś wraca, czy dokądś jedzie? Czy może ma swoją ulubioną ławkę, na której siada punktualnie jak ja do biurka w pracy? 
Poza tym- wszystko tak samo. Dzień świstaka. Ledwo zauważyłam różnice między tymi dwoma dniami, a jak tu rozróżnić i zapamiętać następny. A inny tydzień, miesiąc. Nawet bym nie zauważyła, kiedy minęła by jesień, potem zima i następne kilka lat. Straszna wizja pojawiła się przede mną, mnie odbijającej się szybie tramwaju w siwych włosach, z mętnymi oczyma robota. Mnie- jadącej o tej samej godzinie, w to samo miejsce, już nie pamiętającej jak to się zaczęło, kiedy i dlaczego.
Następnego dnia wstałam normalnie, ale jakoś strasznie ociągałam się z wyjściem. Nie zdążyłam na czas, żeby wsiąść trzeci raz do tego tramwaju. 
Kiedy odjeżdżał na moich oczach zrozumiałam, dlaczego ludzie czasem spóźniają się do pracy. Nie przypadkiem, nie bo zaspali. Oni spóźniają się specjalnie, żeby, choć raz na jakiś czas, pojechać innym tramwajem. 
a.

niemiecka piosenka na temat:



poniedziałek, 17 września 2012

podaj dalej

niektórzy na pewno kojarzą ten film. i ja wprowadzam jego sens od długiego czasu w życie. bo to jest tak, że jak komuś pomożesz, to ta druga osoba też potem pomaga, przynajmniej powinna z założenia. i tak małymi krokami naprawia się świat. przede wszystkim ten wokół siebie.

i coś tam powoli kiełkuje w tych moich działaniach, ale przyznać należy, że ludzie odwykli od tego, że ktoś może komuś pomóc od tak po prostu i ciągle pytają dlaczego i co z tego mam. i oni się dziwią i ja się dziwię, że oni się dziwią.

bo jak robi się coś dobrego to w dzisiejszych czasach musi oznaczać jakiś ukryty plan, interes albo, że to nieszczere. i cholera by to wszystko wzięła! no i stereotyp, że dobro jest naiwne, że za to dostanie się wpierdol, bo ludzie to wykorzystają i zdepczą dobre chęci jak niedopalonego peta.

i może tak się zdarza. ale czy to oznacza, że mamy być całe życie podejrzliwi, nieufni, zamknięci na drugiego człowieka? wtf, się pytam! czyżby skurwysyństwo było modne? no nic. poddawać się nie zamierzam. bo może gdzieś ktoś będzie potrzebował pomocy, jakiej ja kiedyś potrzebowałam i znajdzie się obcy ktoś, kto powie i zrobi co trzeba. i nie mam tu na myśli płatnego zabójcy.
e.


zaspana zaspa

Słoneczny dzień. Jakoś koło południa opuściłam mieszkanie z zamiarem udania się do parku oliwskiego. Skręciłam jednak w stronę bloków na zaspie, żeby wejść "tylko do jednego lumpa". Do parku nie doszłam.
Bloki, piękne, stare, brudne, zniszczone bloki. Gdzieś wewnątrz skryty niczym tajemnicza dolina wśród gór- opuszczony parking, używany jako rynek. Na plastikowych stołach przykrytych kolorową folią- wszystko. Stare naczynia, proszki do prania z Niemiec, wiatraczki z brokatem dla dzieci, góralskie kapcie, kradzione sprzęty elektroniczne. Obok stoiska warzywne, drewniane skrzynki, kilkudziesięcioletnia waga. Kupiłam 3 dojrzałe śliwki renklody i małą dynię. Młoda mama w jeansach i różowej pikowanej kamizelce ciągnie wózek.W lumpach i stoiskach i sklepach ludzie widmo z zatrzymanego czasu. Panie emerytki z za ostrym makijażem, rodem z polskich komedii lat 80-tych. Pod sklepem podejrzany typ szepcze, kiedy ktoś przechodzi: papierosy, papierosy. Słońce przygaszone jak dogorywające kipy wokół dyskutujących mężczyzn ze spuszczonymi okularami. Jeden ma na głowie czapkę golfową.
Nic do siebie nie pasuje, tworząc cudownie nostalgiczną całość.

Wróciłam do mieszkania, zrobiłam sobie kanapki z pasztetem, kakao i obejrzałam "Przystanek Alaska". Poczułam się, jakbym znowu miała 11 lat.
Kiedyś, gdy wracałam zimą do domu, wysiadło oświetlenie miejskie. Patrząc wówczas na pogrążone w smutku i szarości kloce, opustoszałe chodniki, rozkopaną jezdnię, stwierdziłam, że jedyne co różni Syberię od Zaspy to włączone latarnie.
a.