kiedyś, dawno dawno temu siedziałam z tatą i oglądałam mecze piłki nożnej. prawda jest taka, że nie byłam zagorzałym kibicem, ale cieszyłam się, że mogę spędzić czas z ojcem. nigdy też nie pałałam specjalnie wielką miłością do piłki nożnej.
przygotowania do Euro i cały szum wokół tego spowodował, że czułam się jak przed świętami w grudniu, jeszcze nie nadeszły, a już miało się ich dosyć, aż do porzygu. to jednak się zmieniło, kiedy zobaczyłam treningi otwarte, podczas których kibice w entuzjastyczny sposób przywitali drużyny. bez kitu, wzruszyłam się. bo to była niesamowicie pozytywna energia.
oczywiście zawsze znajdzie się kilku oszołomów - specjalistów od rasizmu, co lubią wyrażać swoje złote myśli na transparentach, ale myślę, że to nie tylko w Polsce dochodzi do takich sytuacji. żadne społeczeństwo nie jest tak przykładnie poprawne, żeby tego typu incydenty się nie zdarzały (chociaż dziennikarz z BBC uważa inaczej, bo Polska i Ukraina to dzikie kraje, w których mieszkają brutalne niedorozwoje, co ludzi w trumny pakują).
no i teraz do mnie dotarło, że tu nie chodzi o to, czy to jest piłka nożna, czy koszykówka, czy rzucanie smalcem na odległość - tu chodzi o wspólną sprawę. o to, że ludzie mają w końcu wspólny temat do rozmów. łączą się pokolenia, strefy bogatych i biednych, murarzy i bankowców, studentów i weteranów wojennych - wszyscy są kibicami. i to jest zajebiste. może niezbyt odkrywcze, ale zajebiste. tak więc - do boju POLSKA!!!
e.
piątek, 8 czerwca 2012
środa, 6 czerwca 2012
groupies- czyli mój wkład w Euro
Są takie dni, w których po imprezie nie zastanawiasz się czy śmierdzisz, tylko czym śmierdzisz. Wstajesz z podłogi, otrzepujesz się z tego w czym spałaś i wychodzisz do domu. Mijasz czystych ludzi idących do pracy i popijając cudownie płynną i zimną colę wspominasz.
Taką noc, kiedy wchodzisz do jakiegoś zapomnianego pubu, gdzie gra muzyka na żywo, ludzie śpiewają, mają lepsze jakieś piwo, kręci się wszystko, jacyś obcokrajowcy stawiają ci drinki a w rzece odbijają się stare kamienice i pełnia księżyca. Masz ochotę wtedy śpiewać, i śpiewasz, śpiewacie wszyscy. Nagle pojawia się pianino i zręczny pianista, zegar przystaje i słucha.
Przypominasz sobie, kto Ci towarzyszył wczoraj i ustalasz dlaczego byli to zagraniczni dziennikarze, którzy przyjechali relacjonować Euro. Coś tam kojarzysz, jak zachwalałaś swój kraj i byłaś generalnie bardzo miła. Cała noc ciężkiej pracy pijarowej. Wolontariatu.
W SKM otwierasz Metro i czytasz, o pochlebnych opiniach w europejskiej prasie. Że Polacy są mega gościnni, jest fajnie i podoba się. Zdajesz sobie sprawę, kto to napisał i dlaczego. Uśmiechasz się więc do swojej wątroby i wiesz, że było warto. Ku chwale ojczyzny.
a.
Taką noc, kiedy wchodzisz do jakiegoś zapomnianego pubu, gdzie gra muzyka na żywo, ludzie śpiewają, mają lepsze jakieś piwo, kręci się wszystko, jacyś obcokrajowcy stawiają ci drinki a w rzece odbijają się stare kamienice i pełnia księżyca. Masz ochotę wtedy śpiewać, i śpiewasz, śpiewacie wszyscy. Nagle pojawia się pianino i zręczny pianista, zegar przystaje i słucha.
Przypominasz sobie, kto Ci towarzyszył wczoraj i ustalasz dlaczego byli to zagraniczni dziennikarze, którzy przyjechali relacjonować Euro. Coś tam kojarzysz, jak zachwalałaś swój kraj i byłaś generalnie bardzo miła. Cała noc ciężkiej pracy pijarowej. Wolontariatu.
W SKM otwierasz Metro i czytasz, o pochlebnych opiniach w europejskiej prasie. Że Polacy są mega gościnni, jest fajnie i podoba się. Zdajesz sobie sprawę, kto to napisał i dlaczego. Uśmiechasz się więc do swojej wątroby i wiesz, że było warto. Ku chwale ojczyzny.
a.
poniedziałek, 4 czerwca 2012
dziadki z represjami
dzisiaj do redakcji zawitał dziadek w kamizelce z wełny i podpierając się na kuli pokuśtykał do kanapy, by tam spocząć, jak się okazało, na trochę dłużej niż mogliśmy przypuszczać.
- jestem represjonowany przez wymiar sprawiedliwości. prześladuje mnie sąd, prokuratura, policja i nawet poczta, bo listy nie dochodzą.
historia represji była długa, zawiła i swój finał miała nawet w Strasburgu, gdzie podobnie jak polski wymiar sprawiedliwości efekty działań trybunału okazały się... niesprawiedliwe dla starszego pana, który nie ukrywał z tego powodu oburzenia. nikt za pewne, tak jak my, nie zrozumiał o co dziadkowi dokładnie chodzi.
dziadek przyszedł przygotowany. w kieszeni miał dyktafon, którym skrzętnie nagrywał przebieg rozmowy nie mającej sensu, ani składu, ani ładu. starszy pan widząc, że dalej jest niezrozumiany wyszedł trzaskając drzwiami. potem jednak wrócił, bo po drodze zgubił dokumenty i kulę, którą się podpierał. okazało się, że bez kuli to nawet nie kuśtyka, ale nadal cierpi, bo wszystko jest nie tak jak powinno.
inny dziadek, który czasami przychodzi na kawę, ale bez dyktafonu, przeżywał represje w PRL-u i to nie ze strony władz, ale UFO. otóż, kiedyś obca cywilizacja postanowiła zorganizować zamach na jego życie. było to w Gdańsku. szedł chodnikiem i ni stąd ni zowąd przyfrunął tajemniczy spodek i laserem przeciął lampę, która złamała się na pół i prawie przygniotła owego pana. na szczęście miał refleks i odskoczył na czas. ale mało brakowało i nieszczęście gotowe.
przychodzi też dziadek co zapewnia, że trzeźwy jest i ślini mi po pijaku rękę w geście kultury i szacunku dla kobiet. on też jest represjonowany, bo policja go ściga za jazdę pod wpływem alkoholu, a on przecież jest trzeźwy. tak trzeźwy, że zamiast w drzwi do wyjścia trafia w ścianę.
lubię tych dziadków. nie wiem czemu, mam do nich sentyment. może dlatego, że nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jakimi przypałami będziemy na starość.
e.
- jestem represjonowany przez wymiar sprawiedliwości. prześladuje mnie sąd, prokuratura, policja i nawet poczta, bo listy nie dochodzą.
historia represji była długa, zawiła i swój finał miała nawet w Strasburgu, gdzie podobnie jak polski wymiar sprawiedliwości efekty działań trybunału okazały się... niesprawiedliwe dla starszego pana, który nie ukrywał z tego powodu oburzenia. nikt za pewne, tak jak my, nie zrozumiał o co dziadkowi dokładnie chodzi.
dziadek przyszedł przygotowany. w kieszeni miał dyktafon, którym skrzętnie nagrywał przebieg rozmowy nie mającej sensu, ani składu, ani ładu. starszy pan widząc, że dalej jest niezrozumiany wyszedł trzaskając drzwiami. potem jednak wrócił, bo po drodze zgubił dokumenty i kulę, którą się podpierał. okazało się, że bez kuli to nawet nie kuśtyka, ale nadal cierpi, bo wszystko jest nie tak jak powinno.
inny dziadek, który czasami przychodzi na kawę, ale bez dyktafonu, przeżywał represje w PRL-u i to nie ze strony władz, ale UFO. otóż, kiedyś obca cywilizacja postanowiła zorganizować zamach na jego życie. było to w Gdańsku. szedł chodnikiem i ni stąd ni zowąd przyfrunął tajemniczy spodek i laserem przeciął lampę, która złamała się na pół i prawie przygniotła owego pana. na szczęście miał refleks i odskoczył na czas. ale mało brakowało i nieszczęście gotowe.
przychodzi też dziadek co zapewnia, że trzeźwy jest i ślini mi po pijaku rękę w geście kultury i szacunku dla kobiet. on też jest represjonowany, bo policja go ściga za jazdę pod wpływem alkoholu, a on przecież jest trzeźwy. tak trzeźwy, że zamiast w drzwi do wyjścia trafia w ścianę.
lubię tych dziadków. nie wiem czemu, mam do nich sentyment. może dlatego, że nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jakimi przypałami będziemy na starość.
e.
Dlaczego nie umiem się dobrze bawić na dużych koncertach
Festiwale za pasem, openery, łódstocki i inne takie takie.
Mi oczywiście to zwisa, bo kręci mnie tylko nauka. Ale dużo ludu gada o tym i warto się zastanowić, czyby towarzysko nie współtowarzyszyć.
Są plusy niechybne- alko, dużo alko, jeszcze więcej alko, muza, czasem dobra muza, możliwość spotkania seksownych rockmanów zawieruszonych gdzieś w tłumie. No i to będzie tyle.
No a minusów mam z wiekiem jakoś więcej:
- nie mogę się skupić na muzyce
- ciągle się spóźniam na koncerty LUB trzeba gdzieś pójść LUB wkurza mnie, że muszę zaraz gdzieś pójść
- trzeba się przemieszczać, jak się chce spotkać ze znajomymi i nie można się znaleźć i to szukanie i umawianie jest chujowe, bo się traci dużo czasu
- nie mogę się skupić na piciu, bo trzeba iść na koncerty, na koncercie nie mogę się skupić na muzie, bo myślę nad organizacją alkoholu i sikania
- nie mogę się spotkać z tymi, z kim chcę, a przypadkowo spotykam wszystkich znajomych świata i gubię się od innych znajomych
- w trakcie koncertu chce mi się siku- przejebane, kilometr do toi-toia, kolejka na pół godziny (już pomijam ten smród), przeciskanie się z powrotem pod scenę
- jak jestem pod sceną, to boję się pić, żeby nie chciało mi się siku
No i generalnie, dojazdy, kasa, pakowanie. Nic nie widać, czasem chujowo słychać.
Wolę zdecydowanie kameralne koncerty, w zamkniętych salach. Najlepiej w mało osób na nie iść, albo samemu. Mój najlepszy koncert w życiu tym jak dotąd odbył się w piwnicy w Poznaniu, pojechałam na niego sama (bo nikt nie chciał, naprawdę nie kumam tego!) no i stałam sobie pod barierkami. Było super, nikt i nic mnie nie rozpraszało. Jamie chwycił mnie za rękę i patrzał na mnie podczas piosenki "green light". Przynajmniej tak mi się wydawało, a nie było was tam, żeby zaprzeczyć- musicie więc uwierzyć mi na słowo :D
a.
niedziela, 3 czerwca 2012
jebany moloch
w naszym kraju niestety nie można uniknąć dyskusji na temat jakości życia. nie chodzi tu o słynne polskie marudzenie, ale o to, że autentycznie system funkcjonowania tego państwa zaczyna przypominać groteskowego dinozaura, który właśnie zesrał się na rzadko i się zdziwił.
niedawno w jednym z wywiadów do lokalnej gazety, poseł zakomunikował społeczeństwu, że ZUS to bankrut. niby nic odkrywczego, ale do diaska, tego samego dnia w firmie dowiedzieliśmy, że podnieśli składki. pracodawcy plują sobie w brodę, że odważyli się zatrudnić legalnie pracowników, a pracownicy zastanawiają się, jak długo będę mieli jeszcze robotę i czy dożyją emerytury, której wysokość przysporzy z pewnością innych zmartwień.
jak tu założyć własną firmę? im więcej zarabiasz, tym więcej płacisz złodziejom, co sobie zusowskie pałace budują jak wieże balel i rypną się one prędzej czy później z wielkim hukiem, aż bryźnie absurdem w ryj systemu.
a politycy mają problem, bo Obama się pomylił i historię zdeptał i znieważył. i temat ten, jak makaron, codziennie nawijają na uszy ludzi, których to obchodzi tyle, co kazanie w kościele.
cyrk polityczny wszechczasów - Monty Python przy nim wymięka. aż przykro patrzeć na Tomaszewskiego, Macierewicza i innych oszołomów w garniturach, co żałośnie bełkoczą i pieją w prasie depcząc jednocześnie resztki swojego rozumu i przytupują do tańca głupocie.
i jest sobie człowiek w tym całym molochu zgniatany, miotany, szarpany, aż śmieje się. przez łzy.
e.
niedawno w jednym z wywiadów do lokalnej gazety, poseł zakomunikował społeczeństwu, że ZUS to bankrut. niby nic odkrywczego, ale do diaska, tego samego dnia w firmie dowiedzieliśmy, że podnieśli składki. pracodawcy plują sobie w brodę, że odważyli się zatrudnić legalnie pracowników, a pracownicy zastanawiają się, jak długo będę mieli jeszcze robotę i czy dożyją emerytury, której wysokość przysporzy z pewnością innych zmartwień.
jak tu założyć własną firmę? im więcej zarabiasz, tym więcej płacisz złodziejom, co sobie zusowskie pałace budują jak wieże balel i rypną się one prędzej czy później z wielkim hukiem, aż bryźnie absurdem w ryj systemu.
a politycy mają problem, bo Obama się pomylił i historię zdeptał i znieważył. i temat ten, jak makaron, codziennie nawijają na uszy ludzi, których to obchodzi tyle, co kazanie w kościele.
cyrk polityczny wszechczasów - Monty Python przy nim wymięka. aż przykro patrzeć na Tomaszewskiego, Macierewicza i innych oszołomów w garniturach, co żałośnie bełkoczą i pieją w prasie depcząc jednocześnie resztki swojego rozumu i przytupują do tańca głupocie.
i jest sobie człowiek w tym całym molochu zgniatany, miotany, szarpany, aż śmieje się. przez łzy.
e.
sobota, 2 czerwca 2012
leżę i płaczę
cieszę się, że energia wszechświata do Ciebie wróciła. czasem musi zniknąć, żeby bardziej ją doceniać. u mnie dalej panuje spokój i niezwykłe zachwycanie się wszystkim - ludźmi, przyrodą, uczuciami i chodzę i wzruszam się, jak na wiecznym haju, co ktoś mógłby pomyśleć, że się zjarałam, a ja tylko tak, sama z siebie... i to też mnie wzrusza.
więc leżakuję sobie na kanapie beztrosko i powietrze przeze mnie przepływa. jak bańka mydlana lekka duchem jestem i istnieję, ale czasem mnie dla świata nie ma. na słuchawkach wchłaniam dźwięki z nowej płyty Sigur Rós. przepływają przeze mnie z gracją, finezyjnie, płyną i smyrają zakątki mojego jestestwa. piękne to. tak pięknie niezwykłe te dźwięki, że płaczę sobie i uwierzyć nie mogę, że magia muzyki jest tak niesamowita, głęboka i że to ludzie ją tworzą. cudowni kosmici wszechświata tego.
e.
więc leżakuję sobie na kanapie beztrosko i powietrze przeze mnie przepływa. jak bańka mydlana lekka duchem jestem i istnieję, ale czasem mnie dla świata nie ma. na słuchawkach wchłaniam dźwięki z nowej płyty Sigur Rós. przepływają przeze mnie z gracją, finezyjnie, płyną i smyrają zakątki mojego jestestwa. piękne to. tak pięknie niezwykłe te dźwięki, że płaczę sobie i uwierzyć nie mogę, że magia muzyki jest tak niesamowita, głęboka i że to ludzie ją tworzą. cudowni kosmici wszechświata tego.
e.
nunc est bibendum
O tak!
Uroczyście ogłaszam że wygramoliłam się z przedurodzinowej depresji!
O beztroska radości z okazji- następne urodziny za rok. Uffff.
Wiesz o czym mówię. Urodziny świętujemy w pewnym momencie nie dlatego, że cieszymy się z tego ile mamy lat, a dlatego, że do następnych urodzin został cały okrągły rok wolności od myśli o przemijaniu. I dlatego Yey yey i jeszcze jedno UFFFFF.
A więc oficjalnie zarzucam znajomość z Witkacym na jakiś czas i wylewanie złości nad bezsensem egzystencji, by świętować przeżywanie kolejnego roku istnienia na tej planecie bez urodzin.
Jedzcie, pijcie, tyjcie i oglądajcie głupie zabawne filmiki na youtubie!
Osobiście polecam ciasto z truskawkami i kremem z bitą śmietaną i mascarpone, sałatkę z arbuzem i fetą, białe wino oraz Jenne Marbles. Może was zniechęcić jej aparycja, ale nie dajcie się zwieść pozorom- kto nie udawał w życiu nigdy, że jest głupszy niż jest, tips w górę.
a.
Uroczyście ogłaszam że wygramoliłam się z przedurodzinowej depresji!
O beztroska radości z okazji- następne urodziny za rok. Uffff.
Wiesz o czym mówię. Urodziny świętujemy w pewnym momencie nie dlatego, że cieszymy się z tego ile mamy lat, a dlatego, że do następnych urodzin został cały okrągły rok wolności od myśli o przemijaniu. I dlatego Yey yey i jeszcze jedno UFFFFF.
A więc oficjalnie zarzucam znajomość z Witkacym na jakiś czas i wylewanie złości nad bezsensem egzystencji, by świętować przeżywanie kolejnego roku istnienia na tej planecie bez urodzin.
Jedzcie, pijcie, tyjcie i oglądajcie głupie zabawne filmiki na youtubie!
Osobiście polecam ciasto z truskawkami i kremem z bitą śmietaną i mascarpone, sałatkę z arbuzem i fetą, białe wino oraz Jenne Marbles. Może was zniechęcić jej aparycja, ale nie dajcie się zwieść pozorom- kto nie udawał w życiu nigdy, że jest głupszy niż jest, tips w górę.
a.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

